# 74
Co się dzieje z tym czasem?? To jakiś żart? W nowej pracy jestem już prawie miesiąc, a codziennie czuję się, jakbym szła tam pierwszy raz. Godziny tak mi płyną, że od 8 do 16 mam wielką czarną dziurę, tego czasu nie ma, mnie nie ma. Wstaję o 6, a potem już jest 16, prawie ciemno, tłukę się zapchanym autobusem... Acha - autobusem, bo zabrali mi mojego demona. Po prostu 1/4 etatu nie kwalifikuje się na służbową pokrakę.
Chciałabym mieć czas, żeby odgruzować trochę półkę z książkami, bo urosła mi w niej do niepokojących rozmiarów kategoria "do przeczytania". No ale nie ma kiedy. Jedną gazetę czytam teraz 3 tygodnie, po dwa - trzy artykuły przed snem, a w trakcie czytania drugiego i tak już nic nie widzę, bo powieki mam z gatunku tych ołowianych.
Zawsze wkurzałam się na moją matkę, że nic nie czyta, zasypia w połowie każdego filmu, a teraz mam dokładnie to samo. I naprawdę, naprawdę! strasznie przeraża mnie fakt, że wszystko to, o co kłócimy się w okresie tak zwanego dojrzewania ze starszym pokoleniem - poczynając od muzyki, poprzez ubiór, kończąc na naukach typu - "trzeba dobrze z każdym żyć" etc. - to święta racja, ale jak się ma lat 16 to przecież lepiej ubrać jest podarte dżinsy czy koszulkę do pępka w zimie, niż ciepłą kurtkę. Lepiej mieć wszystko w dupie, niż starać się nie robić sobie wrogów, a potem - niepotrzebnych nerwówek. I tak dalej i tak dalej.
W każdym bądź razie, czuję się trochę staro, dochodząc do takich wniosków, mając lat dopiero 21, to przecież za wcześnie - powinnam jeszcze się buntować. Nie tak jak pięć lat temu, ale chociaż trochę. A ja już dałam za wygraną, już teraz widzę, że matka miała rację, że bycie nonkonformistką to czasem jakieś utopijne mrzonki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz